Jeśli już nie jest karą ową
Ostre widzenie świata
Dane mi przez Boga,
Przez Boga mi dane,
Amen.
Z wierszami Jana Rybowicza zetknąłem się – jak większość – przez piosenki Krzysztofa Myszkowkiego. Nie ukrywam, że naprawdę blisko nich znalazłem się dopiero podczas słuchania albumu Oswojony. I poruszyły mnie one. Nie potrafię powiedzieć więcej – co mnie poruszyło, dlaczego itd. Może to, że z tych wierszy bije bezkompromisowa autentyczność? Nadal jednak jest to dla mnie poezja z jednej strony

nikiforyczna, z drugiej zaś odległa, zarówno światopoglądowo, jak i mentalnie. Ta odległość mentalna to między innymi zupełny brak wspólnej płaszczyzny pomiędzy nadawcą (poetą) a odbiorcą (mną), co praktycznie uniemożliwia jakąkolwiek polemikę z wyśpiewywanym przez Krzysztofa słowem. Rzadko mam do czynienia z czymś takim – czymś, co jest mi obce, a jednocześnie porusza.
Chodzi jednak za mną dziś od rana fragment, który przytaczam na wstępie. Dlaczego chodzi? Z prostej przyczyny – znalazła się wspólna płaszczyzna: to jedyny jak na razie fragment, z którym potrafię wejść w dyskurs. Napisany językiem nie tylko poety, ale i moim. Do rzeczy zatem.
Uznawanie „ostrego widzenia świata” za karę czy przekleństwo nie jest niczym nowym. Ja jednak rozdzieliłbym tutaj dwie rzeczy: zdolność przenikania zjawisk tego świata, czytania między wierszami, mądrość lub wiedzę, zawsze zresztą moim zdaniem subiektywną, oraz ocenę tego, co widzimy, nasz stosunek do tego, a w konsekwencji to, co z tą wiedzą robimy. Cokolwiek nie dociera do naszych zmysłów lub do umysłu, oceniamy to. Mogę się zgodzić na to, że „ostre widzenie” może przychodzić niektórym naturalnie, a już na pewno na to, że gdy się pojawi, nie sposób na powrót oślepnąć – już widzi się świat tak a nie inaczej i koniec. Uważam jednak, że to , czy ta mądrość stanie się dla nas darem czy przekleństwem, zależy od naszej oceny i akceptacji, czyli jednym słowem od nas. Taka czy inna ocena nie jest bowiem nam dana lub właściwa – mamy na nią wpływ i możemy ją zmieniać, choć to wcale nie takie łatwe.
Patrząc bezsilnie na to, co widzimy, a czego nie akceptujemy, rośnie w nas gniew. Słychać ten gniew w piosenkach Rybowicza/Myszkowskiego. Niezgodę, pogardę, nawet nienawiść, a najczęściej żądzę zemsty. I to nie świat, który Rybowicz „widział ostro”, jest temu winien. Nie wierzę w to – zbyt wielu niesamowitych, przenikliwych i zdumiewających mnie swoją mądrością ludzi spotkałem w życiu. Ludzi, których oblicza były pogodne, a oczy uśmiechnięte. Ludzi, którzy kochają świat i to, co widzą, potrafią go swoją miłością objąć wraz z całą jego niedoskonałością. Nie zgadzając się na nienawiść i głupotę, a nawet walcząc z nimi, akceptują fakt ich istnienia, poznają ich źródło i widzą je jako część wielkiej sieci relacji, jaką nieuchronnie świat być musi. Nie mylą tego, co widzą, z własnym do tego stosunkiem, nie mylą zgody na dziejące się zło ze świadomością nieuchronności jego istnienia. To nie świat i jego specyfika jest przekleństwem. Świat jest jaki jest, innego nie ma. To stawianie siebie na zewnątrz świata i rodzące się z tego gwałtowne emocje, nieokiełznane myśli, negatywna ocena i wielka samotność. To właśnie jest przekleństwo, które człowiek rzuca sam na siebie.


