Wtargaliśmy teleskop i aparat na Kierzprowy Wierch, jak nazywamy wysokie wzgórze między Czarnym Krzem a Świętnikiem, i dalejże poszukiwać komety. Było jeszcze dość jasno, przed 22. Miała być nisko nad horyzontem, na lewo od Capelli. Czy aby drzewa jej nie zasłaniają? Nie, jest jasna gwiazda znacznie wyżej niż drzewa. Pewnie za wysoko, to raczej nie Capella. Ale sprawdźmy. Przeczesuję niebo przez teleobiektyw, a potem przez celownik teleskopu. O, jest dość jasna, niewidoczna gołym okiem gwiazda na lewo. Chyba tam. Tyle że żadnego ogona nie widać. I coś za ostra, jak na kometę. Ale może ta kometa tak jest daleko, że tak właśnie ją widać, a te wszystkie zdjęcia w internecie to przez teleskopy albo inne obiektywy za pincet tysięcy?

Nic to, po drugiej stronie nieba na pocieszenie Jowisz i Saturn. Podczas podziwiania planet doszedłem do wniosku, że to jednak nie była kometa. Dalejże więc szukać, znów przez obiektyw i celownik, a przez chwilę, desperacko, nawet przez sam teleskop. Przeczesałem dość spory, jak mi się zdawało, kawałek nieba, ale komety ani śladu, mimo że zrobiło się znacznie ciemniej. Żonka już zmarzła i zaczęła słabnąć od długiego stania, więc popatrzyliśmy jeszcze przez chwilę na przecudnego Saturna, spakowaliśmy manatki i zaczęliśmy schodzić w kierunku drogi. Nagle zobaczyłem ją. Gołym okiem, ledwo wyłaniającą się zza słonecznej łuny. Wielką, majestatyczną, znacznie dalej od Capelli, niż mi się wydawało.

Tej nocy poszedłem spać bardzo późno.

Kometa C/2020 F3 Neowise

(C) Paweł Oleszczuk / oleszczuk.art 2020–2024

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów zawartych na tej stronie bez zezwolenia zabronione.

Privacy Preference Center