Orzechowo, o którym piszę, to jedna z dwóch warmińskich wsi o tej nazwie. Tę drugą wypełnia gwar, natomiast wśród moczarów i drzew niedaleko jezior Plusznego i Łańskiego została tylko leśniczówka, kościół i cmentarz. Ciszę przerywają tylko odgłosy zwierząt i zabłąkanych nieraz turystów. W Orzechowie mieszka tylko kilka osób po tym, jak władze PRL postanowiły włączyć teren wsi do obszarów łowieckich pobliskiego ośrodka wypoczynkowego dla dygnitarzy. Mieszkańców „przekonano” do wyprowadzki. Co z tymi, którzy nie chcieli? Przekonano ich pewnie skuteczniej. Tak to jest, gdy jedna partia ma zbyt wiele władzy i możliwości.

Na cmentarzu znaleźć można mnóstwo warmińskich mogił. Polsko- i niemieckojęzyczność nagrobków nie koreluje z polsko- i niemieckojęzycznością imion i nazwisk tych, którzy pod nimi spoczywają. Koncepcja państw narodowych nie do końca przyjęła się w tej krainie, choć walczono tu i o polskość, i o niemieckość. W rezultacie tych, którzy po prostu chcieli mieć z tym podziałem święty spokój, którzy nie spolszczyli się ani nie zniemczyli lub po prostu jako ojczyznę pokochali Warmię (a można, i to jak!), prześladowały i przeganiały obie strony – mieli kłopoty najpierw z Hitlerem, a później z Polską Ludową. Nawet nagrobkom nie dano spokoju – kilka tablic w Orzechowie jest zniszczonych, widać, że z premedytacją.

Ciekawy artykuł na temat Orzechowa znajdziecie tutaj, zaś na temat Warmiaków – tutaj.

I oczywiście zapraszam do obejrzenia zdjęć, które zrobiłem podczas wyprawy do Orzechowa.